Są takie sprzęty, które nie muszą nikomu nic udowadniać. Wystarczy, że pojawia się nowa generacja i od razu wiadomo, że będzie dobrze, pytanie tylko jak bardzo. Taka właśnie jest seria MX Master od Logitech. Od lat to synonim wygody, produktywności i tego specyficznego uczucia, że sprzęt zaczyna pracować za ciebie. No i wchodzi ona, czwarta generacja, cała na grafitowo, bez zbędnych fajerwerków, ale z ambicją, żeby jeszcze bardziej dopieścić to, co już działało świetnie.

Tylko że tu pojawia się klasyczne pytanie: czy to jeszcze rozwój, czy już odcinanie kuponów? Bo na pierwszy rzut oka Logitech MX Master 4 wygląda znajomo. Bardzo znajomo. Ten sam charakterystyczny garb pod dłoń, to samo boczne pokrętło, podobna bryła, która od lat dzieli ludzi na tych, którzy nie wyobrażają sobie bez niej pracy, i tych, którzy po godzinie mają dość. Różnice są, jasne lepszy sensor, nowe funkcje, trochę technologicznego „wow” w postaci haptyki ale nie jest to rewolucja, która przewraca biurko do góry nogami.
I może to właśnie jest największy paradoks tej myszy. Bo z jednej strony dostajesz sprzęt dopracowany niemal do bólu, który w codziennej pracy potrafi realnie przyspieszyć to, co robisz. Z drugiej, jeśli miałeś poprzednią generację, możesz się złapać na tym, że to wszystko już gdzieś widziałeś. Tylko trochę lepiej, trochę płynniej, trochę bardziej „premium”.

I teraz najważniejsze: czy to wystarczy, żeby znowu nazwać ją jedną z najlepszych myszy do pracy na rynku? No cóż… odpowiedź jak zwykle brzmi: to zależy. Ale spokojnie, zaraz rozbierzemy ją na czynniki pierwsze.
Ergonomia i komfort użytkowania
No dobra, skoro już wiemy, z czym mamy do czynienia, to przejdźmy do konkretów – bo Logitech MX Master 4 to nie jest sprzęt, który kupujesz „bo ładny”. Tu wszystko kręci się wokół tego, jak pracuje się z nim na co dzień.
Pierwsze, co uderza po kilku godzinach, to ergonomia. Logitech od lat robi to po swojemu i… robi to dobrze. Dłoń układa się naturalnie, nadgarstek nie walczy o przetrwanie po dwóch godzinach Excela, a przyciski trafiają dokładnie tam, gdzie powinny. To jest ten typ myszy, który przestajesz zauważać – a to największy komplement, jaki można dać takiemu sprzętowi. Oczywiście, jest haczyk: to nadal duża i dość ciężka konstrukcja. Jeśli masz małą dłoń albo lubisz lekkie, „gamingowe” gryzonie, możesz się z nią po prostu nie polubić.
Funkcje i możliwości
Druga sprawa to przewijanie, czyli słynny MagSpeed. I nie, to nie jest marketingowy bełkot. Jedno kółko, a dwa zupełnie różne tryby pracy, możesz przewijać linijka po linijce z chirurgiczną precyzją albo odpalić tryb „scroll do końca świata” i przelecieć przez setki stron w sekundę. W praktyce? Po tygodniu korzystania inne myszki zaczynają wydawać się… powolne.
No i dochodzimy do tego, co w MX Master 4 jest nowe, czyli wszelkie „ulepszacze produktywności”. Sensor o wysokim DPI działa praktycznie na każdej powierzchni, łącznie ze szkłem, co brzmi jak bajer, dopóki nie zaczniesz pracować w różnych miejscach i nagle okazuje się, że podkładka przestaje być obowiązkowa. Do tego obsługa kilku urządzeń- przeskakujesz między laptopem, stacjonarką i tabletem jednym kliknięciem i po chwili zaczynasz się zastanawiać, jak mogłeś wcześniej bez tego funkcjonować.
Najbardziej „kontrowersyjną” nowością jest jednak haptyka i dodatkowe funkcje pod kciukiem. I tu opinie będą podzielone. Jedni powiedzą: „super, w końcu coś świeżego”, inni: „fajne przez dwa dni, potem zapominam, że istnieje”. Prawda leży gdzieś pośrodku – to działa, potrafi być użyteczne, ale nie jest czymś, co samo w sobie uzasadnia przesiadkę z poprzedniego modelu.

Bateria i czas pracy
Na plus zdecydowanie wypada też bateria. To jest ten poziom, gdzie przestajesz myśleć o ładowaniu. Podłączasz kabel raz na jakiś czas, bardziej z przyzwyczajenia niż z potrzeby, i tyle. W świecie sprzętu bezprzewodowego to nadal coś, co robi różnicę.

Czy warto?
No i zostaje pytanie, którego nie da się uniknąć: czy to wszystko jest warte swojej ceny? Bo Logitech MX Master 4 tania nie jest. I tutaj odpowiedź jest brutalnie prosta, jeśli wykorzystasz jej możliwości, to tak. Jeśli nie, to przepłacasz za potencjał, z którego nigdy nie skorzystasz.
I to jest chyba najlepsze podsumowanie tej myszy: to narzędzie. Świetne, dopracowane, momentami wręcz przesadnie zaawansowane, ale nadal narzędzie. Nie dla każdego, tylko dla tych, którzy faktycznie mają co z nim zrobić.
Sprzęt do testów udostępnił:

Ocena:
