Są takie sprzęty, które nie wyglądają na coś specjalnego, dopóki nie zaczniesz ich używać. I dokładnie tak jest z Baseus PicoGo 45W. Na pierwszy rzut oka to po prostu kolejna ładowarka USB-C. Mała, biała, trochę „nudna”. Ale wystarczy kilka dni użytkowania, żeby zrozumieć, że tu chodzi o coś więcej.
Bo to nie jest gadżet, który ma robić show. To jest gadżet, który ma robić robotę.

Pierwsze spotkanie, czyli „serio” to ma 45W?”
Wyciągasz ją z pudełka i pierwsza myśl brzmi: gdzie tu jest haczyk?
Naprawdę trudno uwierzyć, że coś tak małego ogarnia 45W.
I to nie jest przypadek. Dzięki technologii GaN udało się ją zmniejszyć do rozmiarów, które jeszcze parę lat temu byłyby nierealne. W praktyce dostajesz ładowarkę, która spokojnie mieści się w kieszeni kurtki i nie ciąży w plecaku.
Do tego dochodzi ciekawy design. Delikatnie perłowe wykończenie i lekko przekrzywiona konstrukcja sprawiają, że nie wygląda jak typowa „kostka z marketu”. Jest w tym jakiś styl, choć bez przesady i bez krzyku.
Codzienne użytkowanie i tu zaczyna się magia
Najważniejsze pytanie brzmi: czy to faktycznie działa tak dobrze, jak wygląda? Krótka odpowiedź: tak.
Dłuższa odpowiedź:
Baseus PicoGo 45W spokojnie ogarnia:
- smartfony
- tablety
- laptopy typu MacBook Air czy inne lekkie ultrabooki
W testach ładowanie telefonu od 20 do 80% zajmuje mniej więcej godzinę, co jest absolutnie normalnym, szybkim wynikiem. Z laptopami też daje radę, o ile nie oczekujesz cudów od sprzętu wymagającego 65W lub więcej.
To jest trochę jak z miejskim autem. Nie pojedziesz nim na tor wyścigowy, ale w codziennym życiu sprawdzi się idealnie.

Temperatura i stabilność, czyli czy się nie ugotuje
Miniaturowe ładowarki mają jedną wadę. Potrafią się grzać jak kaloryfer. Tutaj jest zaskakująco dobrze. PicoGo robi się ciepła, ale nie wchodzi w tryb „parzenia”. Co ważniejsze, nie traci stabilności przy dłuższym ładowaniu i nie ma dziwnych spadków mocy. To niby szczegół, ale właśnie takie rzeczy odróżniają dobry sprzęt od taniej wydmuszki.


Mobilność, największy atut
Jeśli miałbym wskazać jedną rzecz, dla której warto ją kupić, to jest to mobilność. Serio, to jest ładowarka, którą:
- wrzucasz do kieszeni
- zabierasz w podróż
- używasz zamiast kilku innych
I nagle okazuje się, że nie potrzebujesz osobnej kostki do telefonu, osobnej do tabletu i jeszcze jednej do laptopa. To jest taki „minimalizm w praktyce”.
No dobra, ale gdzie jest haczyk, nie ma sprzętu idealnego, więc tutaj też coś się znajdzie.
Przede wszystkim masz tylko jeden port USB-C. Czyli zapomnij o ładowaniu kilku urządzeń naraz. To nie jest ładowarka dla rodziny, tylko dla jednej osoby.
Do tego brak kabla w zestawie. Niby standard, ale nadal trochę boli. No i jeśli masz laptopa wymagającego 65W lub więcej, to PicoGo będzie raczej planem awaryjnym niż głównym źródłem zasilania.
Czy warto kupić?
To jest jeden z tych produktów, które nie robią wielkiego wrażenia na początku, ale z czasem zaczynasz je doceniać coraz bardziej. Nie znajdziesz tu miliona portów, wyświetlaczy ani zbędnych bajerów, ale właśnie w tym tkwi jego siła. Zamiast tego dostajesz coś znacznie ważniejszego- spokój, wygodę i brak kombinowania z kablami. Jeśli szukasz jednej, małej i sensownej ładowarki do codziennego życia, Baseus PicoGo 45W trafia dokładnie w punkt.
Sprzęt do testów udostępnił:

Ocena:
